-
2011-09-03 16:08
Świadkowie zeznają: Policjanci celowo przejechali psa
Nawet rok pozbawienia wolności grozi dwóm policjantom z Warszawy, którzy jak twierdzą świadkowie, pełniąc służbę przy ul. Lazurowej, dwa razy najechali samochodem psa. Zwierzę nie przeżyło. Pies zdaniem świadków nie był potrącony przez przypadek. Mundurowi mieli oddalić się z miejsca zdarzenia, nie udzielając mu pomocy.Pogotowie dla Zwierząt powiadomiło o sprawie przełożonych policjantów oraz Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji w Warszawie.
Pogotowie dla Zwierząt otrzymało informację, że pies należący do jednej z osób, wobec których prowadzone były czynności z racji spożywania alkoholu w miejscu publicznym, został przejechany przez oznakowany radiowóz. Do zdarzenia miało dojść w poniedziałek, 29 sierpnia między godz. 18.30 a 19.00 w osiedlowym parku, przy ulicy Lazurowej w Warszawie.
Inspektorzy organizacji udali się na miejsce, aby rozpytać świadków. Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że zwierzę w chwili potrącenia leżało przy ławce, na której siedział jego właściciel wraz z innymi legitymowanymi osobami. Po zakończeniu czynności policjanci udali się do radiowozu i wykonując manewr jazdy do przodu przejechali po łapach zwierzęcia. W skutek olbrzymiego bólu pies zaczął piszczeć. Zaalarmowani skowytem psa mieszkańcy pobliskich bloków wyjrzeli zaciekawieni z okien. - Radiowóz zawrócił po tym zdarzeniu, po czym powtórnie najechał na psa – mówi jedna z osób obserwujących zdarzenie.
Jak wynika z relacji świadków niewykluczone, iż policjanci najechali na psa umyślnie. A to jest przestępstwo z Ustawy o Ochronie Zwierząt. – Z tego co ustaliliśmy wynika, iż radiowóz policyjny o znanych nam numerach bocznych, przyjechał na osiedle mieszkalne przy ulicy Lazurowej i zatrzymał się przy jednej z ławek, na której przebywały trzy osoby, w tym właściciel psa. Funkcjonariusze policji, kobieta i mężczyzna, legitymowali wspomniane osoby, nie wysiadając z samochodu. Ponieważ zastawili przejście pojazdem (nie zaparkowali kilkanaście metrów dalej na parkingu, ale wjechali na chodnik koło ławki) na prośbę przypadkowego przechodnia wykonali manewr jazdy do przodu, celem umożliwienia przejścia – mówi Marika Markiewicz z warszawskiego patrolu Pogotowia dla Zwierząt. W tym samym momencie dało się słyszeć skowyt psa, któremu pojazd najechał na łapy. Zszokowany pies uskoczył. Radiowóz, zdaniem świadków zamiast zatrzymać się, przyśpieszył gwałtownie, pozostawiając charakterystyczne ślady opon na trawniku, na który wjechał by zawrócić. Pies pobiegł za radiowozem, o który obił się, gdy ten zakręcał. Zdezorientowany i obolały wrócił do swojego właściciela, skomląc położył się na plecach z podkulonym ogonem. Jedna z osób, będąca świadkiem zdarzenia, chciała zabrać psa z chodnika, którym zaraz miał wracać radiowóz, jednak widząc zbliżający się i nie zmniejszający prędkości pojazd, cofnęła się. Kierowca, kończąc manewr zawracania, nie zwolnił. Przejechał po leżącym na chodniku psie. Świadkowie znajdujący się najbliżej zdarzenia zgodnie i z przykrością mówią o słyszalnym odgłosie łamanych kości zwierzęcia. Po tym drastycznym zdarzeniu funkcjonariusz zatrzymał pojazd. Ale nie udzielił psu pomocy.
Wkrótce po zdarzeniu świadkowie widzieli w pobliżu miejsca zabicia psa, kolejny radiowóz policyjny oraz samochód Straży Miejskiej, jednak w centrali inspektorzy Pogotowia otrzymali informację, że żaden patrol nie został tam skierowany.
Pogotowie dla Zwierząt powiadomione o zdarzeniu od razu zajęło się wyjaśnieniem sprawy. – Złożyliśmy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez funkcjonariuszy policji. Dowodem w tej sprawie były przede wszystkim zeznania naocznych świadków zdarzenia, zdjęcia psa oraz śladów opon pozostawionych na trawniku przez policyjny samochód – mówi Patryk Skalski z Pogotowia dla Zwierząt. - Funkcjonariusze zachowali się haniebnie. Ani za pierwszym razem, gdy przejechali psu po łapach, nie zainteresowali się jego stanem zdrowia, ani za drugim kiedy to pies się „obił się" o ich pojazd, nie wspominając o uśmierceniu zwierzęcia. Dlatego nasza organizacja wnioskować będzie o najwyższą z możliwych kar wynikających z Ustawy o Ochronie Zwierząt, która uwzględnia celowość czynu – mówi Dawid Fabjański, z warszawskiego patrolu pogotowia.
W tej sprawie Pogotowie dla Zwierząt występuje jako strona wykonująca prawa pokrzywdzonego. - Osoby zaangażowane w sprawę mają nadzieję, iż zawód wykonywany przez sprawców nie będzie przeszkodą w trakcie postępowania wyjaśniającego. Funkcjonariusze policji powinni być przykładem dla społeczeństwa i działać zgodnie z prawem, nie zaś być osobami stojącymi ponad nim – informuje Marika Markiewicz z warszawskiego patrolu Pogotowia dla Zwierząt.
Ukaranie funkcjonariuszy przez m.in. zawieszenie ich w obowiązkach do czasu wyjaśnienia sprawy powinno być koniecznością ich przełożonych. Dlatego o sprawie Pogotowie dla Zwierząt powiadomiło nie tylko przełożonych sprawców ale także Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji w Warszawie. Policja na razie nie komentuje sprawy. Gdy dziś dziennikarze zapytali o zdarzenie, rzecznik prasowy policji sprawę przekazał do Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV w celu sprawdzenia informacji. - Wszelkie informacje na ten temat będziemy mogli Panu przekazać w przyszłym tygodniu – mówi mł. insp. Maciej Karczyński, rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji w Warszawie.
Artykuł nie jest moją własnością. Skopiowałam go z:
http://www.pogotowiedlazwierzat.pl/inter/306-wiadkowie-zeznaj-policjanci-celowo-przejechali-psa-.html
Uznałam, że tutaj trafi do szrszego grona odbiorców, a jest to tak ważna kwestia, że im więcej osób wie, tym lepiej.


Komentarze (0)